Czuję się nieważna i to dla nikogo. Pomimo że mam super faceta to czuję że codzienna rutyna zabija mnie od środka. Pracując z ludźmi mam wrażenie że psychika ludzka jest słaba. Nie jestem psychologiem, ale często ludzie mi się zwierzają - nie wiem dlaczego tak jest. Ja nie przeżywam ich historii, szybko zapominam co do mnie mówią. Dlaczego? Bo mam własne problemy.
W pracy robię więcej niż należy do moich obowiązków. Robię to aby pomóc szefostwu. Wiem że zapewne doceniają że to robię, chociaż tego nie okazują. Ale zwracają uwagę na innych jeśli coś dobrze zrobią. Ja czuję się pominiana, chyba myślą że nie potrzebuje pochwał, bo zawsze sobie radę dam.
Niestety w dzieciństwie nikt mnie nie pochwalał za nic, więc nauczyłam się być "niewidzialna". Nikogo nie obchodziła moja skromna osoba, więc dlaczego miałoby się coś zmienić.
Mąż też nigdy nie pochwali jak coś zrobię, więc nie chce mi się nic robić, bo po co? Dla kogo? Jak i tak nikogo to nie obchodzi.
Więc stanę się robotem, który tylko pracuje i śpi. Żadnych atrakcji, żadnych uciech od życia... wakacji itp.
Nie wiem ile tak wytrzymam, ale myślę że jak nie będę mieć żadnych emocji to będzie mi lepiej. Emocje dodają tylko cierpienia. Jest mi smutno że nikt tego nie widzi i że ZAWSZE JESTEM SAMA.
Czy człowiek rodzi się samotnym i umiera samotnie? I całe życie idzie w samotności? Pomimo że ma rodzinę, przyjaciół, męża lub nawet dzieci? Czy tak życie wygląda???
[pytania są retoryczne]